Polowanie na dobrego i wykształconego inżyniera (Headhunting) to w dzisiejszych czasach zajęcie czasochłonne i wymagające stałej obserwacji ciągle zmieniającego się rynku pracy. Pomimo stosunkowo wysokiego bezrobocia, utrzymującego się od dłuższego czasu na mniej więcej równym poziomie 10-11 %, ofert pracy w zasadzie nie brakuje – brakuje osób, które spełniałyby stawiane przed nimi wymagania, które z drugiej strony niestety są często zawyżane i nawet jeżeli osoba posiada odpowiednie wykształcenie i doświadczenie nie raz nie znajduje uznania w oczach pracodawcy, gdyż na przykład zna on tylko 2 języki obce zamiast 3... Fakty są takie, że inżynier w Polsce musi spełniać zupełnie inne wymagania niż jego zachodni odpowiednik. Nie wiadomo skąd przyjęło się u nas, że każdy przyszły pracownik, niezależnie od branży, musi posiadać min. 3 letnie doświadczenie (najlepiej na stanowisku kierowniczym), mieć skończone studia wyższe (najlepiej dwa kierunki) i dodatkowe kursy potwierdzające jego kwalifikacje, biegle posługiwać się minimum dwoma językami obcymi i przy tym jeszcze nie mieć wygórowanych wymagań finansowych... Katastrofa. Taką sytuacje idealnie obrazuje branża informatyczne, w której to bardzo często zdarza się, że np. inżynier ubiegający się o stanowisko grafika musi przy tym bardzo dobrze programować w minimum 3 językach, wiedzieć jak działa algorytm wyszukiwarek internetowych, oraz mieć podstawową wiedzę z zakresu administracji. Konia z rzędem osobie, która znajdzie takiego bezrobotnego inżyniera grafika... W tym momencie pojawia się właśnie dobra firma, które zajmuje się polowaniem na inżynierów (Headhunting).